Troskliwa mamusia jest już w drodze do przedszkola... tymczasem milusińscy oddają się jeszcze słodkiej porannej drzemce :)
Wzrusza mnie ten widok :)
czwartek, 28 października 2010
niedziela, 26 września 2010
Eko
Zaczęłam sortować odpadki. Nigdy nie sądziłam, że do tego dojdzie... nie mam "eko-fioła", jem mięso, tylko sporadycznie noszę dzieci w chuście i używam jednorazowych pieluch. To co robię w 100% eko, to karmienie piersią, ale dowiedziałam się o tym dopiero niedawno, a karmię już ponad rok. A cha, podoba mi się też idea wielorazowych toreb na zakupy, a to dlatego, że takie torby potrafią być bardzo cool ;)
Ostatnio w związku z moją nową pasją do zabaw i zabawek, coraz częściej trafiam na ekologiczne strony i coraz więcej artykułów na ten temat przesiąka do mojej mózgownicy. I właśnie po jednym z takich artykułów... "A - pomyślałam - czemu by nie spróbować, nie wygląda to na takie trudne, jak myślałam."
Nie sortuję w 100% idealnie. Póki co mam pudełeczko po chusteczkach na nakrętki i osobny kubełek na plastik (stoi na balkonie). Myć nie trzeba, ale ja myję, bo czasem te uzbierane rzeczy mogą przydać się do zabaw z dziećmi ;) Mam też kartonik na makulaturę i tackę na szklane butelki i słoiki (tego akurat nie zużywa się dużo).
I tak to... kto by pomyślał ;D
Sortuję, bo lubię :)
Bez żadnej ideologii i bez potępiających spojrzeń ku tym, którzy tego nie robią.
Ostatnio w związku z moją nową pasją do zabaw i zabawek, coraz częściej trafiam na ekologiczne strony i coraz więcej artykułów na ten temat przesiąka do mojej mózgownicy. I właśnie po jednym z takich artykułów... "A - pomyślałam - czemu by nie spróbować, nie wygląda to na takie trudne, jak myślałam."
Nie sortuję w 100% idealnie. Póki co mam pudełeczko po chusteczkach na nakrętki i osobny kubełek na plastik (stoi na balkonie). Myć nie trzeba, ale ja myję, bo czasem te uzbierane rzeczy mogą przydać się do zabaw z dziećmi ;) Mam też kartonik na makulaturę i tackę na szklane butelki i słoiki (tego akurat nie zużywa się dużo).
I tak to... kto by pomyślał ;D
Sortuję, bo lubię :)
Bez żadnej ideologii i bez potępiających spojrzeń ku tym, którzy tego nie robią.
sobota, 25 września 2010
Gumeczki
Prosty sposób na urozmaicenie gumek do włosów :) Z modeliny formujemy kolorowe kółeczko (lub jakiś inny kształt), robimy w nim dziurki, jak w guziku (lub więcej) i po utwardzeniu przyszywamy do gumki. Polecam! :)
piątek, 24 września 2010
Chodnik nie łazienka
To plakat, który wisi w oknie jednej z naszych osiedlowych podstawówek. Ubawił mnie szczerze, kiedy zobaczyłam go pierwszy raz a dziś specjalnie do niego wróciłam by go uwiecznić.
No i coś zaczyna się dziać w tym temacie, dziś widziałam pana jak qpkę po pieseczku sprzątał, super! oby ta tendencja utrzymała się do wiosny! Trawnik też nie łazienka!
No i coś zaczyna się dziać w tym temacie, dziś widziałam pana jak qpkę po pieseczku sprzątał, super! oby ta tendencja utrzymała się do wiosny! Trawnik też nie łazienka!
czwartek, 23 września 2010
Poczta 4 - kolejny odcinek noweli pocztowej ;)
Byłam dziś na poczcie odebrać paczkę... Zdjęli zegar ze ściany. Szczęśliwi czasu nie liczą ;) teraz takie puste miejsce po tym zegarze straszy ze ściany, nie rokuje to najlepiej dla oczekujących...
Przyszłam, patrzę kolejka taka, że przez drzwi już wychodzi... wycwaniłam się, zajęłam miejsce i poszłam do sklepu. Zanim poszłam stwierdziłam tylko z zadziwieniem że aż trzy okienka czynne (!). Czyżby jakaś rewolucja?
Żadna rewolucja.
Zanim moja kolej była, już tylko jedno okienko działało. Panie w pozostałych dwóch zarządziły "Przerwę technologiczną, 15 minut, przepraszamy"
Spoko, toż szczęśliwi czasu nie liczą.
Przyszłam, patrzę kolejka taka, że przez drzwi już wychodzi... wycwaniłam się, zajęłam miejsce i poszłam do sklepu. Zanim poszłam stwierdziłam tylko z zadziwieniem że aż trzy okienka czynne (!). Czyżby jakaś rewolucja?
Żadna rewolucja.
Zanim moja kolej była, już tylko jedno okienko działało. Panie w pozostałych dwóch zarządziły "Przerwę technologiczną, 15 minut, przepraszamy"
Spoko, toż szczęśliwi czasu nie liczą.
piątek, 3 września 2010
Przedszkolnie
Powracam do moich porankowych zwyczajów. Po pierwsze budzę się znaaaacznie wcześniej niż w wakacje, po drugie wyprawiam do Przedszkola Alę a siebie i Antka zabieram na poranny spacer. Za dużo tego deszczu ostatnio, ale wszystko to i tak ma wiele uroku. Nareszcie mamy nasz ulubiony chleb, który w wakacje był już wykupiony, gdy docierałam do sklepu koło południa.
Teraz koło południa mam już wszystkie zakupy zrobione i spacer zaliczony, a Antek udaje się na drzemkę :)
Delektuję się ciszą. Uwielbiam ten spokój w domu, ładuję akumulatory, nadrabiam zaległości w prasowaniu i porządkowaniu, robię plany... szydełkuję, wymyślam... Och! nareszcie mam czas pomyśleć, a nie robić wszystko jakby z automatu...
Ala wraca z Przedszkola zadowolona, niewiele mówi, ale czasem coś jej się przypomni i wtedy udaje się wyciągnąć z niej kilka zdań na temat tego, co robiła, co jadła, jak się bawiła... Razem z M. wyławiamy te zdania niczym cenne perły i potem wymieniamy się wiadomościami. To daje nam jako taki obraz tego, co działo się z naszą dziewczynką przez 7 godzin.
Po pobycie na "obcym gruncie", gdzie cały czas stara się być grzeczna, posłuszna i cicha w domu jest w 200% sobą, z podwójną energią próbuje przeprowadzić swoją wolę, z podwójną siłą skacze, biega, śmieje się, ale też piszczy i płacze.
Dobrze, że już weekend :)
Teraz koło południa mam już wszystkie zakupy zrobione i spacer zaliczony, a Antek udaje się na drzemkę :)
Delektuję się ciszą. Uwielbiam ten spokój w domu, ładuję akumulatory, nadrabiam zaległości w prasowaniu i porządkowaniu, robię plany... szydełkuję, wymyślam... Och! nareszcie mam czas pomyśleć, a nie robić wszystko jakby z automatu...
Ala wraca z Przedszkola zadowolona, niewiele mówi, ale czasem coś jej się przypomni i wtedy udaje się wyciągnąć z niej kilka zdań na temat tego, co robiła, co jadła, jak się bawiła... Razem z M. wyławiamy te zdania niczym cenne perły i potem wymieniamy się wiadomościami. To daje nam jako taki obraz tego, co działo się z naszą dziewczynką przez 7 godzin.
Po pobycie na "obcym gruncie", gdzie cały czas stara się być grzeczna, posłuszna i cicha w domu jest w 200% sobą, z podwójną energią próbuje przeprowadzić swoją wolę, z podwójną siłą skacze, biega, śmieje się, ale też piszczy i płacze.
Dobrze, że już weekend :)
piątek, 20 sierpnia 2010
Po wakacjach
Jeszcze tylko tydzień i życie wróci do poprzedniego rytmu.
Podstawowe warunki moich udanych wakacji zostały spełnione:
dużo lodów, dużo czytania, rowery i woda... mniam! bonusem było też to, że udało mi się nawet coś narysować i prawie tydzień spędziliśmy pod jednym dachem z kotami :) chciałabym może troszkę więcej ciszy, ale dopóki jeździć będą z nami dzieci mogę się z tym chyba pożegnać... W tym roku zdałam sobie sprawę z tego, że choć są wakacje i wyjeżdżamy, to jednak moje życie nie ulega aż takiej zmianie i na "urlopie" nie mam wcale aż tyle więcej wolnego czasu, by nie wiadomo było, co z nim robić. Czas, który poświęciłabym na gotowanie obiadu i inne rzeczy które robię w domu, i tak został szczelnie zagospodarowany przez dzieci... To oznacza, że całe moje życie to jeden wielki urlop, albo praca...
Muszę nauczyć się wypoczywać w obecności dzieci i one też muszą nauczyć się pozwalać mi na odpoczynek.
Moim tegorocznym wyczynem było samotne przepłynięcie zalewu. Dla takiego czajnika jak ja, to naprawdę coś! To, że zalew nie był wcale głęboki okazało się dopiero w drodze powrotnej, kiedy to stanęłam zwyczajnie na jego środku a woda sięgała mi ledwo do brody :P :D.
Tak się złożyło, że obie lektury, które pochłonęłam sprawiły, że mogę jedynie dziękować za moje tu i teraz.
Pierwsza z nich - "Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz" Lisy See - opowiada o życiu Chinek w czasach, gdy w Chinach krępowano kobietom stopy. Niezwykła jest ta ich kultura, niesamowicie odmienna od naszej, aż w głowie się nie mieści...
Druga - "Biała Masajka" Corinne Hoffman - to z kolei historia szalonej (z mojego punktu widzenia) miłości między Corinne - Szwajcarką a Lketingą - Masajem. I znowu opis świata, kultury, rzeczywistości skrajnie innych niż nasze - polskie, europejskie...
Z całym szacunkiem, ale nie chciałabym ja być Chinką ani Masajką... oj nie...
Podstawowe warunki moich udanych wakacji zostały spełnione:
dużo lodów, dużo czytania, rowery i woda... mniam! bonusem było też to, że udało mi się nawet coś narysować i prawie tydzień spędziliśmy pod jednym dachem z kotami :) chciałabym może troszkę więcej ciszy, ale dopóki jeździć będą z nami dzieci mogę się z tym chyba pożegnać... W tym roku zdałam sobie sprawę z tego, że choć są wakacje i wyjeżdżamy, to jednak moje życie nie ulega aż takiej zmianie i na "urlopie" nie mam wcale aż tyle więcej wolnego czasu, by nie wiadomo było, co z nim robić. Czas, który poświęciłabym na gotowanie obiadu i inne rzeczy które robię w domu, i tak został szczelnie zagospodarowany przez dzieci... To oznacza, że całe moje życie to jeden wielki urlop, albo praca...
Muszę nauczyć się wypoczywać w obecności dzieci i one też muszą nauczyć się pozwalać mi na odpoczynek.
Moim tegorocznym wyczynem było samotne przepłynięcie zalewu. Dla takiego czajnika jak ja, to naprawdę coś! To, że zalew nie był wcale głęboki okazało się dopiero w drodze powrotnej, kiedy to stanęłam zwyczajnie na jego środku a woda sięgała mi ledwo do brody :P :D.
Tak się złożyło, że obie lektury, które pochłonęłam sprawiły, że mogę jedynie dziękować za moje tu i teraz.
Pierwsza z nich - "Kwiat Śniegu i sekretny wachlarz" Lisy See - opowiada o życiu Chinek w czasach, gdy w Chinach krępowano kobietom stopy. Niezwykła jest ta ich kultura, niesamowicie odmienna od naszej, aż w głowie się nie mieści...
Druga - "Biała Masajka" Corinne Hoffman - to z kolei historia szalonej (z mojego punktu widzenia) miłości między Corinne - Szwajcarką a Lketingą - Masajem. I znowu opis świata, kultury, rzeczywistości skrajnie innych niż nasze - polskie, europejskie...
Z całym szacunkiem, ale nie chciałabym ja być Chinką ani Masajką... oj nie...
wtorek, 3 sierpnia 2010
Rewolucja
Drodzy czytelnicy, drodzy Przyjaciele!
Rewolucja na blogu!
Jako, że moje dziecię tworzy codziennie kilka nowych prac (ostatnio przy każdych zakupach w supermarkecie kupuję plastelinę) postanowiłam założyć nowego bloga.Rewolucja na blogu!
Blog nazywa się A tak się bawimy i można na nim przeczytać o zabawach z przedszkolakiem, a przy okazji obejrzeć galerię prac mojej małej artystki ;)
Z związku z powyższym przeniosłam część wpisów z tego bloga (te, które dotyczył bezpośrednio zabaw z dziećmi) do tamtego - tak dla porządku ;)
Zapraszam :))
czwartek, 22 lipca 2010
Niecierpliwe doczekanie się
Przy Antku delektuję się każdą chwilą jego dzieckości, nie zastanawiam się, kiedy zacznie chodzić, kiedy zacznie sam jeść, kiedy zacznie mówić... Jest jak jest i to jak jest budzi mój codzienny zachwyt.
Przy Ali było trochę inaczej, to chyba normalne, że przy pierwszym dziecku rodzic nie może doczekać się pierwszego uśmiechu, słowa, kroczku. Te pierwsze razy są takie wyczekane i radośnie celebrowane, komentowane szeroko i dokumentowane w albumach i pamiętnikach.
Trochę zdryfowałam, ale chciałam powiedzieć, że nie mogłam doczekać się momentu, kiedy będę mogła wykonywać z moją córeczką plastyczne prace. W wyobraźni już wiele razy przygotowywałam dla niej stanowisko pracy, wymyślałam zadania itp. ciągle jednak było na to za wcześnie... iiii... w końcu ten moment nadszedł :) Przez ostatni tydzień prawie codziennie coś razem tworzyłyśmy. A to nawlekałyśmy koraliki, a to malowałyśmy, wyklejałyśmy, wycinałyśmy...
Uwielbiam to!
Uwielbiam też, bo widzę, że to nas bardzo zbliża i nam obu sprawia dużo przyjemności.
Drodzy czytelnicy, za rogiem czai się seria wpisów, w których chwalić się będę dziełami Ali oraz pomysłami na zabawy z trzylatkiem.
W dużym stopniu pomagają mi zeszyty, które Ala dostała od wujka i cioci:
Przy Ali było trochę inaczej, to chyba normalne, że przy pierwszym dziecku rodzic nie może doczekać się pierwszego uśmiechu, słowa, kroczku. Te pierwsze razy są takie wyczekane i radośnie celebrowane, komentowane szeroko i dokumentowane w albumach i pamiętnikach.
Trochę zdryfowałam, ale chciałam powiedzieć, że nie mogłam doczekać się momentu, kiedy będę mogła wykonywać z moją córeczką plastyczne prace. W wyobraźni już wiele razy przygotowywałam dla niej stanowisko pracy, wymyślałam zadania itp. ciągle jednak było na to za wcześnie... iiii... w końcu ten moment nadszedł :) Przez ostatni tydzień prawie codziennie coś razem tworzyłyśmy. A to nawlekałyśmy koraliki, a to malowałyśmy, wyklejałyśmy, wycinałyśmy...
Uwielbiam to!
Uwielbiam też, bo widzę, że to nas bardzo zbliża i nam obu sprawia dużo przyjemności.
Drodzy czytelnicy, za rogiem czai się seria wpisów, w których chwalić się będę dziełami Ali oraz pomysłami na zabawy z trzylatkiem.
W dużym stopniu pomagają mi zeszyty, które Ala dostała od wujka i cioci:
"Teczka 3 - latka. Zgaduję, rysuję, maluję" - Elżbieta Lekan


Polecam każdemu rodzicowi trzylatka. Ładne obrazki, ciekawe i zróżnicowane zadania. Świetnie dobrane do możliwości dziecka w tym wieku. Fajne jest też to, że wykonanie pracy nie zajmuje dużo czasu, więc dla co bardziej niecierpliwych dzieci nadaje się doskonale - atrakcyjny efekt przychodzi szybko i zachęca do rozwiązywania kolejnego zadania.
sobota, 10 lipca 2010
Biało-czerwono
sobota, 3 lipca 2010
PLASTER DESIGN i pomysł na biznes ;)
Ala paskudnie rozbiła kolano... to pierwsze paskudnie rozbite kolano w mojej karierze mamy... Zakupiłyśmy stosowne kolorowe plasterki z niejakim Kubusiem P. i, jako że nie nadawały się do niczego innego przykleiłyśmy na nadgarstki, gdzie pełnią rolę bransoletek...
Na kolano powędrował zwykły - porządny za to - plaster, pomalowany flamastrami w motyw kwiatowy powtarzający się bluzeczce :)
Może powinnam się tym zająć na poważnie? Otworzyłabym w parku stoisko opatrunkowe w jakimś najbardziej kolizyjnym miejscu i malowała dzieciom plasterki... :D
LOL
Na kolano powędrował zwykły - porządny za to - plaster, pomalowany flamastrami w motyw kwiatowy powtarzający się bluzeczce :)
Może powinnam się tym zająć na poważnie? Otworzyłabym w parku stoisko opatrunkowe w jakimś najbardziej kolizyjnym miejscu i malowała dzieciom plasterki... :D
LOL
czwartek, 1 lipca 2010
Poczta 3
Dziś znowu polecony odbierałam... że też...
Tym razem nie było ani trochę wesoło...
upał + wschodnie okna (zapamiętać: nie chodzić tam w słoneczne poranki) + brak wentylacji = ponad 30 stopni w dusznym nieprzyjaznym pomieszczeniu z jednym jedynym czynnym okienkiem jak zwykle
Na prawdę dziś było bez żartów...
Po 30 min. czekania, kiedy rozebrany już prawie do naga Antek zaczął przejawiać niezadowolenie, a przy okienku stał cały czas ten sam pan (tym razem chodziło o rejestrację odbiornika) zaś drugie okienko nijak nie chciało się uruchomić ludzie zaczęli się awanturować :)
Ja z dwójką małych dzieci, kobieta przede mną też + jeszcze dwie osoby przed i chyba z 10 za mną (już bez dzieci, ale za to w pośpiechu), a tu jedno tylko okienko czynne, no sorry...
Ludzie dzwonili do znajomych, żeby im poszukali numeru telefonu do naczelnika tej poczty i krzyczeli, że będą składać skargi...
I co? Pan z poczty, zamiast pokornie powiedzieć "Bardzo państwa przepraszam, jest okres urlopowy, koleżanka segreguje pocztę, za chwilę podejdzie". Miał do nas pretensje, że nam się nie podoba 20 minutowa przerwa śniadaniowa. Przy czym ja czekałam już pół godziny (tym razem coś mnie tknęło i wchodząc spojrzałam na zegarek), a przede mną jeszcze cztery osoby, więc ta przerwa trwała już ponad 40''. Tak samo pani z poczty, która w końcu też łaskawie podeszła do drugiego okienka, cała w pretensjach i ani słowa przepraszam...
Swoją drogą straszna to musi być praca - w ciągłym stresie, bo wiadomo, że ludzie na pocztę przychodzą zazwyczaj w niedoczasie i każdy na maksa się spieszy, albo do domu albo do pracy...
Fakt jednak, że w tym oddziale, zawsze, przezawsze czeka się długo i czynne jest tylko jedno okienko, a w słoneczne dni jest tam istna sauna...
Tym razem nie było ani trochę wesoło...
upał + wschodnie okna (zapamiętać: nie chodzić tam w słoneczne poranki) + brak wentylacji = ponad 30 stopni w dusznym nieprzyjaznym pomieszczeniu z jednym jedynym czynnym okienkiem jak zwykle
Na prawdę dziś było bez żartów...
Po 30 min. czekania, kiedy rozebrany już prawie do naga Antek zaczął przejawiać niezadowolenie, a przy okienku stał cały czas ten sam pan (tym razem chodziło o rejestrację odbiornika) zaś drugie okienko nijak nie chciało się uruchomić ludzie zaczęli się awanturować :)
Ja z dwójką małych dzieci, kobieta przede mną też + jeszcze dwie osoby przed i chyba z 10 za mną (już bez dzieci, ale za to w pośpiechu), a tu jedno tylko okienko czynne, no sorry...
Ludzie dzwonili do znajomych, żeby im poszukali numeru telefonu do naczelnika tej poczty i krzyczeli, że będą składać skargi...
I co? Pan z poczty, zamiast pokornie powiedzieć "Bardzo państwa przepraszam, jest okres urlopowy, koleżanka segreguje pocztę, za chwilę podejdzie". Miał do nas pretensje, że nam się nie podoba 20 minutowa przerwa śniadaniowa. Przy czym ja czekałam już pół godziny (tym razem coś mnie tknęło i wchodząc spojrzałam na zegarek), a przede mną jeszcze cztery osoby, więc ta przerwa trwała już ponad 40''. Tak samo pani z poczty, która w końcu też łaskawie podeszła do drugiego okienka, cała w pretensjach i ani słowa przepraszam...
Swoją drogą straszna to musi być praca - w ciągłym stresie, bo wiadomo, że ludzie na pocztę przychodzą zazwyczaj w niedoczasie i każdy na maksa się spieszy, albo do domu albo do pracy...
Fakt jednak, że w tym oddziale, zawsze, przezawsze czeka się długo i czynne jest tylko jedno okienko, a w słoneczne dni jest tam istna sauna...
wtorek, 29 czerwca 2010
Marzenia mamy.
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Wakacje na start
Lato i wakacje ruszyły pełną parą. Mam teraz w domu dwoje dzieci i staram się do tego przyzwyczaić. Twórcze podejście do tego wyzwania nie zawsze jest moim udziałem, ale staram się jak mogę, uff.
Pierwszy wakacyjny poniedziałkowy poranek uczciliśmy rozwieszeniem hamaka na balkonie. Zabawy z tym jak zwykle bez liku. Ala dostała do ręki sznurek, by mogła bujać się sama, potem przez chwilę huśtała też Antka.
Lubię ten balkon. Dziś odkryłam, że nawet mogę na nim prasować :)
Pierwszy wakacyjny poniedziałkowy poranek uczciliśmy rozwieszeniem hamaka na balkonie. Zabawy z tym jak zwykle bez liku. Ala dostała do ręki sznurek, by mogła bujać się sama, potem przez chwilę huśtała też Antka.

czwartek, 24 czerwca 2010
Koralikowo
Jeszcze się chyba nie zdarzyło bym sobie kupiła jakieś korale i zaczęła je nosić w zastanym stanie. Zwykle coś mi się nie podoba, jakieś korale mi się nie podobają, inne są nie tak ułożone... Te zakupione ostatnio też spotkał podobny los - przewlekanie. Usunęłam kilka sztuk, które nijak mi tam nie pasowały i przy okazji wyskubałam kilka srebrnych listków, z których popełniłam kolczyki do kompletu. Jestem zadowolona. Są niesymetryczne, a więc udało mi się pokonać wewnętrzną skłonność do symetrii i podążyć za głoszonym na moim Wydziale haśle:
"Osiowość - tak, symetria - nie..."
Oto efekt:
Fala przewlekania poniosła mnie w kierunku bransoletek, jutro powędrują do butiku Caren, a dziś wyglądają tak:
"Osiowość - tak, symetria - nie..."
Oto efekt:


wtorek, 22 czerwca 2010
Poczta 2
Nie cierpię listów poleconych. Trzeba je odbierać na poczcie i zwykle nie zawierają nic ciekawego. Zupełnie inaczej niż paczka. Paczka to taki jakby prezent, to co, że sama za niego zapłaciłam? Paczka przychodzi po kilku dniach, kiedy o płaceniu już się nie pamięta i jest taką miłą niespodzianką... Tymczasem listy polecone zawierają z reguły nowe wersje regulaminu, albo aktualizację ubezpieczenia albo inne nudne rzeczy, a swoje na poczcie odstać trzeba.
Tak, znowu byłam dziś na poczcie... Nie pytajcie ile czasu. Zegar pocztowy na wszelki wypadek stał w miejscu... Przede mną tylko trzy osoby. Po baczniejszej jednak analizie sytuacji z łatwością dostrzec można, iż nie są to "tylko trzy" osoby a raczej "dwie osoby + Zakała"...
ech... Jedyna pani, przy jedynym czynnym okienku obsługiwała pana Z. a tymczasem Antek w świetnym humorze zabawiał ogonek petentów, którzy za nami się ustawili: pana z brzuszkiem, który miał wielką potrzebę opowiadania żartów, panią w kolorowej kurtce, pana nieśmiałego i pana w przedziwnym stroju, który chciał tylko kupić kopertę.
Tak, znowu byłam dziś na poczcie... Nie pytajcie ile czasu. Zegar pocztowy na wszelki wypadek stał w miejscu... Przede mną tylko trzy osoby. Po baczniejszej jednak analizie sytuacji z łatwością dostrzec można, iż nie są to "tylko trzy" osoby a raczej "dwie osoby + Zakała"...
ech... Jedyna pani, przy jedynym czynnym okienku obsługiwała pana Z. a tymczasem Antek w świetnym humorze zabawiał ogonek petentów, którzy za nami się ustawili: pana z brzuszkiem, który miał wielką potrzebę opowiadania żartów, panią w kolorowej kurtce, pana nieśmiałego i pana w przedziwnym stroju, który chciał tylko kupić kopertę.
czwartek, 17 czerwca 2010
Kolczyki
Ostatnio, podobnie jak za studenckich czasów, wkręciłam się w kolczykowanie i zastanawiam się, czy by tego na szerszą skalę nie pociągnąć na jakiejś pakamerze czy gdzieś...
Poniższa seria jest edycją non-profit i dlatego w bardzo atrakcyjnej cenie dostępna jest w butiku Caren (kto wie, ten wie)...
Rozmyślam też nad moim brakiem przedsiębiorczości i nad tym, że nie potrafię chyba brać pieniędzy za coś, co lubię... a że większość rzeczy, które robię, robię z przyjemnością to jest, jak jest...
Poniższa seria jest edycją non-profit i dlatego w bardzo atrakcyjnej cenie dostępna jest w butiku Caren (kto wie, ten wie)...

środa, 16 czerwca 2010
Mamusinek
wtorek, 15 czerwca 2010
9 inside & 9 outside
Tosinek nasz skończył dziś 9 miesięcy! Spędził więc na tym świecie tyle samo czasu, co w brzuchu :)
Ostatnie dwa tygodnie były dla niego przełomowe: na dobre nauczył się siadać, pełzać, czołgać, czworakować, wspinać się i stawać a nawet chodzić przy meblach! Parę dni temu pojawił się też pierwszy ząbek :) Ruchliwy jest bardzo - co chłopak, to chłopak...

Je w 99% moje mleko i jest z tego bardzo zadowolony. Do innych potraw podchodzi z nieufnością, a od łyżeczki trzyma się na dystans.
Ostatnie dwa tygodnie były dla niego przełomowe: na dobre nauczył się siadać, pełzać, czołgać, czworakować, wspinać się i stawać a nawet chodzić przy meblach! Parę dni temu pojawił się też pierwszy ząbek :) Ruchliwy jest bardzo - co chłopak, to chłopak...

Je w 99% moje mleko i jest z tego bardzo zadowolony. Do innych potraw podchodzi z nieufnością, a od łyżeczki trzyma się na dystans.
wtorek, 18 maja 2010
Deszszszszczczczczowo
Po drugiej stronie lustra - tak jak po tej pierwszej - zimno, woda, dużo wody... ale nie aż tak dużo by nie można było w jej lustrze dostrzec delikatnego światła pozytywów. Dziś właśnie próbowałam się ich dopatrzeć...
Znalazłam takie:
Znalazłam takie:
- pranie w prawdzie nie schnie, ale za to łatwiej się je prasuje takie lekko wilgotne (warunek to prasować na bieżąco, ale ja ostatnio mam na tym punkcie świra)
- jak akurat nie pada, to na trawniki wylega cała masa ptactwa w poszukiwaniu smakowitych robali, a wiadomo nie od dziś, że ja bardzo lubię na ptactwo patrzeć...
- przelotne opady deszczu to świetny pretekst by zajrzeć do pobliskich butików ;D obłowiłam się znowuż...
- opady deszczu to, jakby nie patrzył, doskonałe alibi dla spacerowego lenistwa ;) choć po kilku przymusowych bezspacerowych dniach z chorutką Alą spacerowe lenistwo leży uśpione...
sobota, 15 maja 2010
To już 8 miesięcy!
niedziela, 2 maja 2010
Metkowanie
Chyba już o tym pisałam - jakiś miesiąc temu Ala rozpoczęła karierę przedszkolaka.
Oprócz przeróżnych innych przygotowań stanęłam przed wyzwaniem podpisania wszystkich części garderoby coby się nie pogubiły...
Po różnych próbach z flamastrami postanowiłam wyhaftować imię, nazwisko i nr grupy na czerwonych tasiemkach i wszywać w poszczególne części mundurka... Ci co wiedzą, niech sobie policzą -> ponad 15 znaków (!!!) Po wyprodukowaniu 20 takich metek pierwszy raz w życiu miałam troszkę żal, że zamiast mego długiego nazwiska nie mam na nazwisko po prostu Lis, Lew lub Kot.
Czemu piszę o tym dziś? A tak, po prostu, mimochodem trafiłam na rozwiązanie z mego punktu widzenia idealne. Zostało ono opisane na blogu moje zielone wzgórze - metki naprasowywane żelazkiem. Jakież to proste i estetyczne zarazem!
Nic to dobrze, że trafiłam na ten patent przy pierwszym a nie przy piątym, dajmy na to, dziecku ;)
PS. Pozdrawiam Wandę (choć jeszcze nie poznałyśmy się osobiście), bo to o niej i o jej idealnie krótkim nazwisku myślałam szczególnie haftując to moje długaśne ;)
Oprócz przeróżnych innych przygotowań stanęłam przed wyzwaniem podpisania wszystkich części garderoby coby się nie pogubiły...
Po różnych próbach z flamastrami postanowiłam wyhaftować imię, nazwisko i nr grupy na czerwonych tasiemkach i wszywać w poszczególne części mundurka... Ci co wiedzą, niech sobie policzą -> ponad 15 znaków (!!!) Po wyprodukowaniu 20 takich metek pierwszy raz w życiu miałam troszkę żal, że zamiast mego długiego nazwiska nie mam na nazwisko po prostu Lis, Lew lub Kot.
Czemu piszę o tym dziś? A tak, po prostu, mimochodem trafiłam na rozwiązanie z mego punktu widzenia idealne. Zostało ono opisane na blogu moje zielone wzgórze - metki naprasowywane żelazkiem. Jakież to proste i estetyczne zarazem!
Nic to dobrze, że trafiłam na ten patent przy pierwszym a nie przy piątym, dajmy na to, dziecku ;)
PS. Pozdrawiam Wandę (choć jeszcze nie poznałyśmy się osobiście), bo to o niej i o jej idealnie krótkim nazwisku myślałam szczególnie haftując to moje długaśne ;)
sobota, 1 maja 2010
2 maja
Dziś w planach mieliśmy rodzinny piknik w jednym z podwarszawskich lasów. Poranne pochmurne niebo nas nie zniechęciło i koło południa wyruszyliśmy... akurat zaczęło padać, ale skoro już byliśmy spakowani, kurczak upieczony, a trasa wytyczona...
Po dwugodzinnym samochodowym "spacerze" w deszczu nieco zawiedzeni wróciliśmy do domu.
Gdy zajechaliśmy akurat przestało padać... (jakieś nowe prawo Murfiego?)
Jedyny pożytek z tej wyprawy to kwiatowe zakupy, które zamieszkały już na balkonie:
Po dwugodzinnym samochodowym "spacerze" w deszczu nieco zawiedzeni wróciliśmy do domu.
Gdy zajechaliśmy akurat przestało padać... (jakieś nowe prawo Murfiego?)
Jedyny pożytek z tej wyprawy to kwiatowe zakupy, które zamieszkały już na balkonie:
piątek, 30 kwietnia 2010
Wiosna, kolejna odsłona
Dziś nam pięknie przygrzało, więc mogłam w końcu poczynić na balkonie przygotowania do posadzenia kwiatków.
Przygotowania polegały na przekopaniu ziemi we wszystkich skrzynkach i oczyszczeniu jej z korzeni, kamieni i... znalezisk...
Tegoroczne znaleziska to: 3 pety (nie moje) i 1 tips (nie mój). Tak to jest jak się mieszka w jedenastopiętrowym bloku - sąsiedzi z góry czują się bezkarni.
Jeszcze wleję jakiś nawóz i ruszam na kwiatowe zakupy!
PS Znalazłam też senną biedronkę i dwa ohydne pająki, brrr...
Przygotowania polegały na przekopaniu ziemi we wszystkich skrzynkach i oczyszczeniu jej z korzeni, kamieni i... znalezisk...
Tegoroczne znaleziska to: 3 pety (nie moje) i 1 tips (nie mój). Tak to jest jak się mieszka w jedenastopiętrowym bloku - sąsiedzi z góry czują się bezkarni.
Jeszcze wleję jakiś nawóz i ruszam na kwiatowe zakupy!
PS Znalazłam też senną biedronkę i dwa ohydne pająki, brrr...
sobota, 24 kwietnia 2010
Alicja A-J.A. po raz drugi
O Anne-Julie Aubry w tym blogu już było, ale skoro była łaskawa popełnić Alicję po raz drugi, to nie omieszkam zamieścić. Lubię. W dodatku czarnowłosa. Jak tu jej nie lubić?

sobota, 17 kwietnia 2010
czwartek, 15 kwietnia 2010
Wiosna, ach to ty!
Na moim kuchennym parapecie dwa przecudnej urody gołąbki moszczą sobie od wczoraj gniazdko... Przyznaję, że trochę mnie to kręci, bo już jakiś czas temu odkryłam w sobie tę ornitologiczną żyłkę, ale czy mam ochotę za pół roku zeskrobywać z tegoż parapetu kilogramy qp?

Nie, nie mam ochoty, dlatego gołąbki, żegnam!
Sąsiadka z jedenastego się wyprowadziła, tam sobie lećcie, ładniejszy widok i więcej słońca - południowa strona.

Nie, nie mam ochoty, dlatego gołąbki, żegnam!
Sąsiadka z jedenastego się wyprowadziła, tam sobie lećcie, ładniejszy widok i więcej słońca - południowa strona.

wtorek, 13 kwietnia 2010
Poranki
Ostatnio osoba, którą bardzo lubię powiedziała mi, że bardzo lubi poranki... hmmm... nigdy nie myślałam, że poranki można lubić, zwykle rano byłam szczególnie małomówna i niedospana... krótko mówiąc nie przepadałam...
No ale może nie byłam z porankami aż tak zaznajomiona, bo dzieci spały długo a jak już wstały to zanim się wygrzebaliśmy z tym całym ubieraniem, ścieleniem, śniadaniem, praniem, to się robiło południe.
Tymczasem proszę, do wszystkiego można, okazuje się, dojrzeć. Tak się złożyło, że od kilku dni zmuszeni jesteśmy do wczesnego wstawania, by odstawić dziecię nasze starsze do przedszkola. O godzinie 8 w domu zostaję już tylko ja i Antek, oboje już ubrani i po śniadaniu i razem wychodzimy na spacer.
Dzisiejszy poranek był cichy i świeży, wypełniony złocistym światłem i śpiewem szpaka, z balkonów powiewały biało czerwone flagi, a za płotem kwitły magnolie.
Lubię.
No ale może nie byłam z porankami aż tak zaznajomiona, bo dzieci spały długo a jak już wstały to zanim się wygrzebaliśmy z tym całym ubieraniem, ścieleniem, śniadaniem, praniem, to się robiło południe.
Tymczasem proszę, do wszystkiego można, okazuje się, dojrzeć. Tak się złożyło, że od kilku dni zmuszeni jesteśmy do wczesnego wstawania, by odstawić dziecię nasze starsze do przedszkola. O godzinie 8 w domu zostaję już tylko ja i Antek, oboje już ubrani i po śniadaniu i razem wychodzimy na spacer.
Dzisiejszy poranek był cichy i świeży, wypełniony złocistym światłem i śpiewem szpaka, z balkonów powiewały biało czerwone flagi, a za płotem kwitły magnolie.
Lubię.
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Poczta
Poszliśmy na pocztę... Cóż za irytujące miejsce. Nie pamiętam, bym kiedyś spędziła miło czas na poczcie. Mimo to, miejsce to w jakimś sensie mnie intryguje i chyba trochę lubię obserwować zaistniałe tam sytuacje...
Poprzednim razem pozwoliłam Ali wchodzić na taką półkę, na którą kładzie się paczki, gdy się chce je nadać. Półka była wysoko i Ala musiała zadrzeć nogę powyżej własnego ramienia by się na nią wdrapać, ale po kilku próbach udał jej się ten wyczyn. Ledwo weszła, zaraz zeszła i powtórzyła wszystko jeszcze z siedem razy tak, by opanować tę sztukę do perfekcji. Wszystko było obłożone kafelkami, więc nie było ryzyka, że pobrudzi ścianę butami. Czas czekania w kolejce mijał jej szybko i ciekawie, więc nie marudziła. Byłam dumna z tego, że jest taka wygimnastykowana. Rozejrzałam się wokół zadowolona, ale zauważyłam, że starsze panie nie podzielały mojego zachwytu, widziałam to w ich oczach... cóż.
Jeszcze poprzednim razem jak posadziłam Ale na półce przy okienku jedna starsza pani kilka razy powtórzyła z przerażeniem "ona spadnie". Musiałam jej wyjaśnić, że nie spadnie, bo ma już 3 latka, więc jest już duża ;)
Tym razem byłam bez Ali. Trzy okienka. W jednym okienku występuje pani, pozostałe ofcourse nieczynne. Byłam rano. Pogoda dopisywała. Okna wschodnie. Słońce cudownie przemieniło wnętrze poczty w saunę. Pozdejmowałam z Antka i siebie wierzchnie warstwy i zadowolona usiadłam grzecznie czekając na swoją kolej. Czy ktoś mi ustąpił (byłam przecież z dzieckiem) ? Nie no, przecież wszyscy się spieszyli. Zawsze tak to sobie tłumaczę, przecież tylko ja się w tym całym towarzystwie nie spieszę ;) Współczułam pani, która była przede mną ubrana w welurową bluzkę i długą spódnicę. Musiało jej być bardzo gorąco.
W końcu pan jeden nie wytrzymał i zapytał, czy jest jakaś wentylacja. Pani z okienka odpowiedziała, że owszem, ale słabo działa... urocze.
Na poczcie zawsze tak jest, że znajdzie się jakaś "zakała", która blokuje to jedno czynne okienko, bo np. musi wysłać 15 paczek i 7 listów, albo jest starszą osobą (z całym szacunkiem) i wolno wypełnia druczki, albo coś źle wypełniła i musi jeszcze raz albo...
I za tą osobą rośnie ogonek. Gdy ogonek wypełni szczelnie całą przestrzeń dla klientów i wypełza na zewnątrz do przedsionka, to w cudowny sposób w okienku drugim pojawia się druga pani i wszystko nareszcie jest tak jak powinno. Tak było i tym razem :) chyba ze 40 minut tam czekałam, ale nie szkodzi, mi się przecież nie spieszy ;)
Poprzednim razem pozwoliłam Ali wchodzić na taką półkę, na którą kładzie się paczki, gdy się chce je nadać. Półka była wysoko i Ala musiała zadrzeć nogę powyżej własnego ramienia by się na nią wdrapać, ale po kilku próbach udał jej się ten wyczyn. Ledwo weszła, zaraz zeszła i powtórzyła wszystko jeszcze z siedem razy tak, by opanować tę sztukę do perfekcji. Wszystko było obłożone kafelkami, więc nie było ryzyka, że pobrudzi ścianę butami. Czas czekania w kolejce mijał jej szybko i ciekawie, więc nie marudziła. Byłam dumna z tego, że jest taka wygimnastykowana. Rozejrzałam się wokół zadowolona, ale zauważyłam, że starsze panie nie podzielały mojego zachwytu, widziałam to w ich oczach... cóż.
Jeszcze poprzednim razem jak posadziłam Ale na półce przy okienku jedna starsza pani kilka razy powtórzyła z przerażeniem "ona spadnie". Musiałam jej wyjaśnić, że nie spadnie, bo ma już 3 latka, więc jest już duża ;)
Tym razem byłam bez Ali. Trzy okienka. W jednym okienku występuje pani, pozostałe ofcourse nieczynne. Byłam rano. Pogoda dopisywała. Okna wschodnie. Słońce cudownie przemieniło wnętrze poczty w saunę. Pozdejmowałam z Antka i siebie wierzchnie warstwy i zadowolona usiadłam grzecznie czekając na swoją kolej. Czy ktoś mi ustąpił (byłam przecież z dzieckiem) ? Nie no, przecież wszyscy się spieszyli. Zawsze tak to sobie tłumaczę, przecież tylko ja się w tym całym towarzystwie nie spieszę ;) Współczułam pani, która była przede mną ubrana w welurową bluzkę i długą spódnicę. Musiało jej być bardzo gorąco.
W końcu pan jeden nie wytrzymał i zapytał, czy jest jakaś wentylacja. Pani z okienka odpowiedziała, że owszem, ale słabo działa... urocze.
Na poczcie zawsze tak jest, że znajdzie się jakaś "zakała", która blokuje to jedno czynne okienko, bo np. musi wysłać 15 paczek i 7 listów, albo jest starszą osobą (z całym szacunkiem) i wolno wypełnia druczki, albo coś źle wypełniła i musi jeszcze raz albo...
I za tą osobą rośnie ogonek. Gdy ogonek wypełni szczelnie całą przestrzeń dla klientów i wypełza na zewnątrz do przedsionka, to w cudowny sposób w okienku drugim pojawia się druga pani i wszystko nareszcie jest tak jak powinno. Tak było i tym razem :) chyba ze 40 minut tam czekałam, ale nie szkodzi, mi się przecież nie spieszy ;)
sobota, 10 kwietnia 2010
czwartek, 8 kwietnia 2010
spacer pożądany
Po kolejnym dniu z dziwnym katarem - który nie jest zwyczajnym katarem - który to dzień jest też kolejnym dniem bez spaceru, tak sobie myślę, że spacery z dziećmi nie są tak na prawdę po to, by dzieci dobrze się rozwijały, nawdychały tlenu, zażyły słonecznych kąpieli i wyskakały za wszystkie czasy...
Otóż, drodzy państwo, spacery są przede wszystkim po to, by mama nie zwariowała!
Otóż, drodzy państwo, spacery są przede wszystkim po to, by mama nie zwariowała!
środa, 7 kwietnia 2010
Trzecie urodziny Ali
Sto lat kochanie!
Już nie mogę się doczekać, kiedy wyjdziemy na spacer i wypróbujemy tę czerwoną hulajnogę :)))
Już nie mogę się doczekać, kiedy wyjdziemy na spacer i wypróbujemy tę czerwoną hulajnogę :)))
wtorek, 16 marca 2010
Na przekór zimie
poniedziałek, 15 marca 2010
Antoś ma już pół roczku!
Ja nie wiem kiedy ten czas minął! Jeszcze niedawno był takim małym nieruchliwym kokonikiem, ssaczkiem i śpioszkiem, a dziś, proszę jaki z niego tygrys:

Pół roczku to nie przelewki, poważny wiek ;)
Nie chcę już leżeć bezwładnie pod karuzelką!
Obszar matki edukacyjnej to też za mało!
Codziennie sięgam dalej, pełznę (do tyłu) szybciej, chwytam mocniej!
Obracać się z plecków na brzuszek potrafię, ale wolę wołać, by zrobiła to za mnie mama (no comment)
Mam już coś do powiedzenia i zwykle brzmi to jak: da da da, bla bla bla, ble ble ble...

Pół roczku to nie przelewki, poważny wiek ;)
Nie chcę już leżeć bezwładnie pod karuzelką!
Obszar matki edukacyjnej to też za mało!
Codziennie sięgam dalej, pełznę (do tyłu) szybciej, chwytam mocniej!
Obracać się z plecków na brzuszek potrafię, ale wolę wołać, by zrobiła to za mnie mama (no comment)
Mam już coś do powiedzenia i zwykle brzmi to jak: da da da, bla bla bla, ble ble ble...
niedziela, 14 marca 2010
sobota, 13 marca 2010
Masosolne przymiarki
Dziś piekłyśmy z Alą pizzę i żeby zająć czymś małe rączki przy okazji pizzy polepiłysmy kilka ozdób z masy solnej :)
Jakoś dobrze mi tym razem wyszła ta masa, więc chyba jeszcze coś z niej polepię przed Wielkanocą.
Oto efekty, chciałam jeszcze pomalować... ale widzę, że na tle zielonych liści takie niepomalowane też mają swój urok, więc chyba zostawię...
Jakoś dobrze mi tym razem wyszła ta masa, więc chyba jeszcze coś z niej polepię przed Wielkanocą.
Oto efekty, chciałam jeszcze pomalować... ale widzę, że na tle zielonych liści takie niepomalowane też mają swój urok, więc chyba zostawię...

czwartek, 4 marca 2010
Quiz
Czasami na spacerze z dziećmi (hmmm... właściwie zdarza się to całkiem często) czuję się jakbym brała udział w jakimś quizie... Sytuacja wygląda następująco:
Koło mnie idzie dziewczynka. W wózku jedzie... no właśnie - tajemniczy Ktoś...
- Kto tam jest w wózku?
- Antoś
- Brawo/O to wspaniale/To się pani udało/Piękna parka (PARKA! - czy dzieci to króliki?!)
Tym słowom towarzyszy szeroki uśmiech i czuję, że udzieliłam naprawdę dobrej odpowiedzi, że ta osoba cieszy się szczerze tym moim szczęściem, że poprawiłam jej tym humor, że pomyślała, że świat jest dobry, że może wróci z tym uśmiechem do domu i ugotuje pyszny obiad, wypieli ogródek i pogłaszcze kota...
Zastanawiam się, co ci wszyscy ludzie mówią, gdy ktoś mówi, że druga dziewczynka...
Chyba nie: O jaka szkoda! No nie udało się! Co za rozczarowanie... ???
Ha! nie wiedzą, że my nie powiedzieliśmy jeszcze tą jedną parką ostatniego słowa ;)
Koło mnie idzie dziewczynka. W wózku jedzie... no właśnie - tajemniczy Ktoś...
- Kto tam jest w wózku?
- Antoś
- Brawo/O to wspaniale/To się pani udało/Piękna parka (PARKA! - czy dzieci to króliki?!)
Tym słowom towarzyszy szeroki uśmiech i czuję, że udzieliłam naprawdę dobrej odpowiedzi, że ta osoba cieszy się szczerze tym moim szczęściem, że poprawiłam jej tym humor, że pomyślała, że świat jest dobry, że może wróci z tym uśmiechem do domu i ugotuje pyszny obiad, wypieli ogródek i pogłaszcze kota...
Zastanawiam się, co ci wszyscy ludzie mówią, gdy ktoś mówi, że druga dziewczynka...
Chyba nie: O jaka szkoda! No nie udało się! Co za rozczarowanie... ???
Ha! nie wiedzą, że my nie powiedzieliśmy jeszcze tą jedną parką ostatniego słowa ;)
poniedziałek, 1 marca 2010
Przedszkole tuż tuż
Ala za miesiąc pójdzie do przedszkola.
Cieszy się niesamowicie. Jestem zaskoczona jak bardzo wiadomość o tym pomaga jej się mobilizować: chce się samodzielnie ubierać i jeść, mówi "proszę-dziękuję-przepraszam" przy każdej możliwej okazji, pomaga robić pranie (umie sama nastawić pralkę) i segreguje sztućce po wyjęciu ich ze zmywarki, przynosi mi poduszę pod głowę, gdy karmię Antosia i bardzo chętnie pomaga przy jego pielęgnacji. Woła do niego "cześć smyku" ;D
Jestem pod wrażeniem jak bardzo wydoroślała przez te kilka dni.
Antoś tymczasem rośnie dzielnie. Jest wesołym przytulaczkiem wpatrzonym w siostrę i zakochanym w mamusi, który uwielbia oglądać świat z wysokości ramion taty.
Od dwóch dni Ala i Antoś śpią w jednym pokoju. Nikt nie narzeka :)
Cieszy się niesamowicie. Jestem zaskoczona jak bardzo wiadomość o tym pomaga jej się mobilizować: chce się samodzielnie ubierać i jeść, mówi "proszę-dziękuję-przepraszam" przy każdej możliwej okazji, pomaga robić pranie (umie sama nastawić pralkę) i segreguje sztućce po wyjęciu ich ze zmywarki, przynosi mi poduszę pod głowę, gdy karmię Antosia i bardzo chętnie pomaga przy jego pielęgnacji. Woła do niego "cześć smyku" ;D
Jestem pod wrażeniem jak bardzo wydoroślała przez te kilka dni.
Antoś tymczasem rośnie dzielnie. Jest wesołym przytulaczkiem wpatrzonym w siostrę i zakochanym w mamusi, który uwielbia oglądać świat z wysokości ramion taty.
Od dwóch dni Ala i Antoś śpią w jednym pokoju. Nikt nie narzeka :)
czwartek, 18 lutego 2010
poniedziałek, 15 lutego 2010
5 miesięcy
Nasz mały mężczyzna ma już pięć miesięcy! Nie wiem, kiedy to minęło!
Wesolutek, skoczek, łasuch, przytulaczek i amator balonów :)
Przy okazji wiele wiele serdeczności dla Natalki i jej Mamy, to one przypomniały mi o dzisiejszej dacie, dobrze że mam kogoś, kto pilnuje tych spraw, gdy ja nie mam do tego głowy :)
Wesolutek, skoczek, łasuch, przytulaczek i amator balonów :)

niedziela, 14 lutego 2010
love
Dzieci znalazły jakąś drogę porozumienia bez słów... to taka radość patrzeć jak łapią ze sobą kontakt. Od trzech dni, wieczorami zaśmiewają się do siebie w głos, a my w sumie nie wiemy o co im chodzi... patrzą na siebie i się śmieją: prawie 3 latka i 5 miesięczny bobas.
Walentynki są kiczowate, nie mówię, że nie... ale pomysł sam przyszedł mi do głowy... nikt go (pomysłu tego w sensie) nie zapraszał, ale poczęstowałam zieloną herbatką i wyszło sympatycznie :)

sobota, 13 lutego 2010
dzień chleba
dziś upiekłam swój pierwszy chleb
jeszcze nie próbowałam - stygnie
w całym mieszkaniu pachnie jak w piekarni, nie wiem czy zasnę...
A kwestię wyciskanych soków kontynuujemy :)
obecnie na topie jest kombinacja:
marchew+jabłko+gruszka+kilka kropel cytryny
(jak się doda cytrynę to sok nie ciemnieje)
jeszcze nie próbowałam - stygnie
w całym mieszkaniu pachnie jak w piekarni, nie wiem czy zasnę...
A kwestię wyciskanych soków kontynuujemy :)
obecnie na topie jest kombinacja:
marchew+jabłko+gruszka+kilka kropel cytryny
(jak się doda cytrynę to sok nie ciemnieje)
środa, 10 lutego 2010
byle do wiosny
wtorek, 2 lutego 2010
babies
Ala do marudzącego dziś Antosia:
- Antosiu cicho bądź, ja tu mieszkam...
Przytulamy się i mówię z miłością:
- Moje dzieciaczki
Na to Ala:
- Mama też jest dzieciaczkiem...
- Antosiu cicho bądź, ja tu mieszkam...
Przytulamy się i mówię z miłością:
- Moje dzieciaczki
Na to Ala:
- Mama też jest dzieciaczkiem...
czwartek, 21 stycznia 2010
czwartek, 14 stycznia 2010
4 miesiące
Antoś przywdział właśnie dziewczyńskie różowe śpiochy po Ali...
- sorry... za szybko rośniesz Synku...
Jutro skończy 4 miesiące a już waży 8 kg. Śpiochy są na rozmiar 6-9 miesięcy... ok, są trochę długie, niech dziecko ma mieć trochę luzu, za to na szerokość są w sam raz.

Już mu się nie podoba leżenie w kołysce i spoglądanie na wiszące zabawki. Najchętniej już by się obracał i siadał, albo zwiedzał świat jeżdżąc w ramionach mamy. Jeszcze nigdy nie miałam tak wiernego fana :D
Ala już się chyba pogodziła z nieodwracalnym faktem utracenia jedynactwa. Podchodzi, zabawia, zagaduje, całuje ni stąd ni zowąd, z radością przyjmuje uśmiechy i gawożki. Antoś też ją lubi...
Jest naszą radością... oboje są...
- sorry... za szybko rośniesz Synku...
Jutro skończy 4 miesiące a już waży 8 kg. Śpiochy są na rozmiar 6-9 miesięcy... ok, są trochę długie, niech dziecko ma mieć trochę luzu, za to na szerokość są w sam raz.

Już mu się nie podoba leżenie w kołysce i spoglądanie na wiszące zabawki. Najchętniej już by się obracał i siadał, albo zwiedzał świat jeżdżąc w ramionach mamy. Jeszcze nigdy nie miałam tak wiernego fana :D
Ala już się chyba pogodziła z nieodwracalnym faktem utracenia jedynactwa. Podchodzi, zabawia, zagaduje, całuje ni stąd ni zowąd, z radością przyjmuje uśmiechy i gawożki. Antoś też ją lubi...
Jest naszą radością... oboje są...
wtorek, 12 stycznia 2010
* * * white * * *
W takie dni jak ten, kiedy pchając wózek z Antosiem ciągnę jednocześnie za sobą sanki z Alą, czuję się naprawdę super mamą...
Mama ma swoje wzloty i upadki - podniesiony głos, przebrana miarka, surowe spojrzenie... mam nadzieję, że wspólne babranie się w śniegu zostanie w pamięci dłużej niż te niefajne rzeczy...
Antek mi znowu urósł. Dziś pierwszy raz podniosłam go w wózku do pozycji półsiedzącej - zadowolony podziwiał ten biały świat, a potem po swojemu - zasnął...
BTW, zastanawiam się, czy ktoś produkuje już wózki z kółkami wymienialnymi na płozy? Może warto się nad tym zastanowić, może to jest jakaś nisza?
Mama ma swoje wzloty i upadki - podniesiony głos, przebrana miarka, surowe spojrzenie... mam nadzieję, że wspólne babranie się w śniegu zostanie w pamięci dłużej niż te niefajne rzeczy...
Antek mi znowu urósł. Dziś pierwszy raz podniosłam go w wózku do pozycji półsiedzącej - zadowolony podziwiał ten biały świat, a potem po swojemu - zasnął...

sobota, 9 stycznia 2010
Eksperymenty
W naszej kuchni zawitał nowy przybysz... wygląda na prawdę jak jakiś obcy i nie tylko chodzi o to że jest błękitnobiały a kuchnia zielona... To przybysz z innej epoki - epoki słusznie minionej, mimo to zadomowił się i bardzo szybko stał się naszym ulubieńcem :)
Ta wygrzebana z rupieci po babci sokowirówka aż 27 lat czekała by ktoś ją w końcu użył.
Soki warzywno owocowe to nasz najnowszy bzik :) Eksperymenty w toku.
Od kilku dni testuję kolejne kombinacje:
I przy okazji fajną stronkę o sokach naturalnych znalazłam, więc mam skąd czerpać inspiracje :)
Ta wygrzebana z rupieci po babci sokowirówka aż 27 lat czekała by ktoś ją w końcu użył.
Soki warzywno owocowe to nasz najnowszy bzik :) Eksperymenty w toku.
Od kilku dni testuję kolejne kombinacje:
- marchew+jabłko= standardowe mniam mniam
- marchew+jabłko+burak= specyficzny smak (im dłużej się pije tym lepiej smakuje)
- gruszka+jabłko= oj, póki co wygrywa, od tego smaku można się uzależnić...
I przy okazji fajną stronkę o sokach naturalnych znalazłam, więc mam skąd czerpać inspiracje :)
piątek, 8 stycznia 2010
Zdrowe Życie
Św. Mikołaj był w tym roku taki pomysłowy, że podarował mi trzy książeczki z serii "Ojca Grande przepisy na zdrowe życie" Marzeny i Tadeusza Woźniaków:)
Po przeczytaniu pierwszej z nich zaczęłam się pomału wkręcać w to całe zdrowe żywienie i zdrowe życie, chociaż wcześniej nie zawracałam sobie tym głowy.
Tak więc welcome: kasza gryczana i jaja, masło i cebula, soki naturalne i kakao (prawdziwe, a nie słodzone), a adios: cukier, jasne pieczywo i wędliny (będę sama piec - takie są noworoczne postanowienia).

Tak więc welcome: kasza gryczana i jaja, masło i cebula, soki naturalne i kakao (prawdziwe, a nie słodzone), a adios: cukier, jasne pieczywo i wędliny (będę sama piec - takie są noworoczne postanowienia).
Subskrybuj:
Posty (Atom)